Wspomniana Kampania Społeczna ma celu przybliżenie społeczeństwu (ze szczególnym uwzględnieniem przedziału wiekowego 15 - 20 lat) służby żołnierzy Wojska Polskiego oraz funkcjonariuszy służb państwowych w misjach poza granicami kraju. Bo niby każdy wie, że od kilkunastu lat wojsko jeździe na zagraniczne saksy, ale dokładnie co i jak – to już nie za bardzo. Zapoczątkowana Kampania Społeczna w swoim programie zawiera oprócz informacji w mediach, także owe spotkania w szkołach, domach kultury czy też w klubach seniora. Spotkanie ma formę gawędy multimedialnej (narracja – muzyka – obraz) prowadzonej przez weteranów misji, oraz ekspozycji pamiątek z misji zagranicznych WP, Policji, Straży Granicznej oraz Straży Pożarnej. Łącznie ponad sto kilkadziesiąt eksponatów. Do tego ekspozycja sylwetek weteranów wybranych w czasie Dnia Weterana – rozstawiana na metalowych stojakach i betonowych nogach. Taka ekspozycja, uroczyście otwierana w asyście władz miejskich oraz przedstawicieli Wojska, Policji czy Straży pożarnej , pozostaje w mieście tydzień.

Spotkanie z młodzieżą oraz gawęda multimedialna rozpoczęła się w Brzeskim Centrum Kultury. Na spotkanie z weteranami przybyła spora grupa młodzieży gimnazjalnej ze swoimi nauczycielami. Wiek trudny, buntowniczy, obalający stereotypy i nie przestrzegający konwenansów. Jak spotkanie się rozpocznie – wiadomo. Ale jak zakończy – już nie !

Tak więc przyszłość naszego narodu zasiadła wygodnie w wspaniałej sali widowiskowej i wyjęła komórki, smartfony, tablety, pipety i tym podobne bzdety. Rozumiem, trzeba to spotkanie jakość przetrwać.

Dziewczyny kątem oka zerkają na wysportowanych i przystojnych żołnierzy z brzeskiego garnizonu. Na wysportowanych sylwetkach dopasowane mundury z amarantowym akselbantem przodującego pododdziału w wynikach w działalności służbowej. Jednym słowem „ chłopcy malowani" ! Jest też i władza miejska.

Zaczynamy !

Na wielkim ekranie pojawiają się slajdy przedstawiające ostatnie dni Trzeciej Rzeszy. Z głośników płynie znany starszemu pokoleniu „Dien pabiedy" – to nawiązanie do okoliczności powstania Organizacji Narodów Zjednoczonych. Teheran, Jałta i San Francisco. Zaczynają gasnąć elektroniczne gadżety. Oczy zgromadzonej młodzieży skupione na przesuwających się obrazach. Patrzą i słuchają. To coś nowego, o tym jeszcze chyba nie słyszeli. Klika ślicznych panienek dalej zawzięcie ćwiczy swoje tipsowane kciuki na klawiaturach.

Do czego służy wojsko ? Dlaczego żołnierze „podcinają gałąź na której siedzą"? Wojna Koreańska i zwieszenie broni z 1953 roku, polscy żołnierze w Egipcie... Na ekranie pojawiają się czarno-białe fotografie z przed kilkudziesięciu lat. Prowadzący spotkanie opowiada o zadaniach w misjach pod błękitna flaga Narodów Zjednoczonych. Potem kolorowe (odmiana ORWO COLOR) zdjęcia z Namibii, Kambodży i byłej Jugosławii. Już tylko dwie laski SMS-ują!

Szeroko otwartymi oczami młodzi ludzie oglądają egzotyczne widoki z chłopakami w swojskich mundurach. Syria, Liban, Czad – widać technikę fotografii cyfrowej. Na zdjęciach już inne umundurowanie i uzbrojenie. Ale zawsze w otoczeniu miejscowych dzieci. Prelegent opowiada o cukierkach schowanych w zakamarku kieszeni polskiego żołnierza, o uśmiechu dla obcego dziecka, o nowych butach z humanitarnej zbiórki w Polsce.

Potem Irak. Polskie dziewczyny w mundurach i karabinami przewieszonymi przez ramię. Hammery, śmigłowce bojowe i tęsknota za krajem i najbliższymi.

To nie wszystko! W trakcie gawędy prowadzący opowiada o obecnych na Sali weteranach misji z Syrii, Czadu i Iraku. Na jego prośbę podnoszą się nieśmiało brzescy bohaterowie – często sąsiedzi tych młodych ludzi.

Teraz Afganistan – podziurawiony pociskami Hammer, polski żołnierz z afgańskimi dziećmi, szkolna klasa, scenki z codziennego życia i służby na misji. Wojskowi kapelani, drogowskazy z nazwami polskich miast i czterocyfrowymi liczbami kilometrów do domu.

Na twarzach młodych ludzi powaga i skupienie. Tylko jedna poświata z ekraniku komórki na twarzy dziewczyny świadczy o kompletnym braku zainteresowania spotkaniem.

10 sierpnia 2009 - Usman Khel. Poległ porucznik Daniel. Prowadzący opowiada o bojach stoczonych przez polskich i amerykańskich żołnierzy usiłujących odbić z rąk Talibów ciało Daniela. Kolejne fotografie – trumna, matka, żona, pogrzeb. To też misja. Tego się chyba uczestnicy spotkania nie spodziewali. Przecież w TV jest zawsze tylko kilkunastosekundowa informacja i samolot z trumna na lotnisku. Powoli dociera do obecnych, że to służba niebezpieczna, że nie wszyscy wracają. Do tego podkład muzyczny, potęgujący grozę i ból.

Żołnierskie odznaczenia za rany. Dom Weterana. Ustawa regulująca pojęcie weterana i weterana-poszkodowanego.

Zakrwawiony chłopak w polskim mundurze z widoczną dużą raną ręki. Dziewczęta (i nie tylko) zastygają w bezruchu – nigdy czegoś takiego nie widzieli. Coraz jaśniej dociera do młodych serc pojęcie żołnierskiej służby poza granicami kraju. Teraz rozumieją już powtarzane przez prelegenta słowa „szacunek" i „wsparcie". Patrzą na obecnych na sali brzeskich żołnierzy – weteranów misji. Nie wiem jakie kołaczą się w ich głowach myśli.

W pewnej chwili z głośników dochodzą takty marszu żałobnego Chopina. Na ekranie portretowe zdjęcie młodego żołnierza z kirem. To Janek. Wczoraj pożegnano Janka w bazie w Afganistanie. Dzisiaj oglądają zdjęcia z tej smutnej uroczystości. Ktoś się nieśmiało podnosi. Po chwili wyprostowani, z powaga na twarzach stoją wszyscy uczestnicy spotkania. Ze wzrokiem utkwionym w ekran oddaja hołd poległemu Jankowi. Cisza. Powoli siadają. Gawęda trwa nadal, ale oni są już „inni". Wszyscy zrozumieli sens kampanijnego przesłania – „szacunek i wsparcie". Takiej lekcji chyba się nie spodziewali. Choć gawęda trwa nadal, to powaga na twarzach młodych ludzi świadczy o ich ludzkiej wrażliwości. Słyszą ze sceny niezwykłe słowa „ moje pokolenie będzie odchodzić. To do was będzie należała odpowiedzialność za Polskę, za spokój i bezpieczeństwo naszych wnuków, a waszych dzieci", „może i was ojczyzna kiedyś wezwie do służby poza jej granicami".

Ostatni slajd na ekranie. Brawa, spontaniczne i gorące.

Jak to zwykle po prelekcjach, pytania do prowadzącego i weteranów. Na początku nie śmiało. Po kilku minutach już więcej rąk w górze. Rzeczowe pytania i rzeczowe odpowiedzi. Czas kończyć spotkanie i przejść do otwarcia wystawy. Czekają już zaproszeni goście z burmistrzem na czele. Żal powiedzieć młodzieży, że już koniec pytań, bo czas nas goni.

Duży plac przed budynkiem ośrodka kultury. Powiewają flagi z herbem Brzegu. Z jednej strony placu młodzież, która już wyszła ze spotkania, a drugiej ustawione tablice z wystawą i żołnierze brzeskiego pułku. Mikrofon, głośniki, mównica. Włodarze miasta, dowódcy wojskowi, komendanci policji, straży pożarnej, straży miejskiej. Podchodzę do ludzi oglądających wystawione fotogramy. Chcę zrobić im kilka fotografii na pamiątkę. Starsza, elegancko ubrana pani pyta ze śmiechem stojących w pobliżu: „A gdzie są ci weteran ?" Nie wytrzymałem – „stoją tutaj, obok pani". Szyderczy śmiech! Stojący obok starszy mężczyzna z rowerem mówi z nieukrywaną złością w głosie – „To nie weterani, to najemnicy!" Pytam więc: „Jak pan tak może mówić? Oni służyli na zagranicznych misjach". I słyszę odpowiedź jak z innego filmu – „To najemnicy bijący się za pieniądze" . Stojący obok starsi ludzie popierają słowa gościa z rowerem. Usiłuję im wytłumaczyć, że przecież górnik schodzi pod ziemię narażając życie też dla pieniędzy, że strażak wchodzi do płonącego budynku i też dostaje za to pieniądze. Sypią się pod moim adresem epitety. „Amerykański pachołek" był najmniej obraźliwy. Przez ułamek sekundy zastanawiam, się gdzie jestem! W jakim mieście?! Wyczuwam niesłychana agresję w słowach tych ludzi. Odchodzę. Nie chcę awantury w czasie uroczystości. Zastanawiam się, czy tym zacietrzewionym ludziom co by dało uczestnictwo w takim spotkaniu ?

Ale to nic. Zaczyna się uroczystość. Przemawia oficer w mundurze majora. Przez środek palcu przechodzi pani z siatką zakupów, za chwilę kolejny gość z rowerem. Widzą, że trwa jakaś uroczystość i że przejście przez środek otoczonego zwartymi grupami młodzieży i wojska placem jest nietaktem. Brakiem uszanowania uroczystości, uczestników, władz miasta, powiewających flag. Mają to głęboko w miejscu, gdzie „plecy" kończą swoją szlachetną nazwę. Za chwilkę zbliża się dwóch młodych, napakowanych gentelmanów w dresowych, krótkich gatkach. Zatrzymują się, widzą, że coś jest inaczej. Zawracają i obchodzą plac z tyłu zgromadzonych uczestników uroczystości.

Nic już nie rozumiem z tej sytuacji. Prędzej spodziewałbym się odwrotnej reakcji i zachowania.

Stoję z boku przyglądam się i słucham słów płynących z głośników. Zastanawiam się, czy ci ludzie są na pewno dziadkami czy rodzicami tych wspaniałych, wrażliwych młodych ludzi których obserwowałem przed chwilą w czasie gawędy. Może to właśnie ich, dorosłych, powinni przyprowadzić na lekcję patriotyzmu zamiast tej młodzieży?!

Dzielę się swoimi wątpliwościami z jednym z stojących żołnierzy. Odpowiada mi prostymi, żołnierskimi słowami: „Niech się pan nie martwi. Będzie kolejna powódź to znowu będą nas błagać o pomoc i po rękach całować. A jak woda opadnie to będą znowu butelkami w nas rzucać. Taki naród".

 

 

Tekst i zdjęcia: Andrzej Korus

<< Lista aktualności