9 tysięcy kilometrów w upale na motorach, a wszystko po to, żeby pomóc. Jej uczestnicy chcą zebrać pieniądze dla rodziny Łukasza. Żołnierz od pół roku, kiedy został ranny w Afganistanie, jest w śpiączce.

Wszyscy mieli kiedyś do czynienia z mundurem, dlatego, jak tłumaczy Sławomir Szychowski, były oficer Straży Granicznej, postanowili pomóc żołnierzowi. Znaleźli sponsorów. Teraz celem jest nagłośnienie jego historii. Przemierzymy te kilometry tam, żeby było o nas głośno tutaj. Wtedy pieniędzy na koncie Łukasza przybędzie - mówi Szychowski.

Najpierw jadą do Wrocławia, potem kierunek Kraków. Koło Nowego Targu dołączy do nich trzeci motocykl, z Warszawy. Potem przez Słowację, Węgry, Rumunię, Bułgarię i Turcję do Gruzji. Dlaczego Gruzja? Zaczęło się, gdy jeszcze pracowałem w Straży Granicznej. Był rok 2008, w Gruzji wojna, a do Polski przyleciały dzieci gruzińskie. Odprawiałem je na lotnisku. Wtedy zamarzyłem, żeby tam pojechać i pokazać światu, że to normalny kraj, a nie jakaś republika bananowa - dodaje Szychowski.

Mimo że wyprawa długa, bagaż mają minimalny. Dwa komplety odzieży, podstawowy sprzęt do naprawy motocykli i kosmetyczki. Musiałam wziąć szampon, antyperspirant i lakier do paznokci. Ale taki malutki - śmieje się Anna Marciniak. Jej koleżance udało się w bagażu upchnąć strój kąpielowy. W Gruzji spędzą kilka dni. Zawiozą tam też flagę Stowarzyszenia Rannych i Poszkodowanych na Misjach Poza Granicami Kraju. Stowarzyszenie opiekuje się rodziną rannego starszego kaprala i to ono zbiera na konto środki na pomoc. Zebraliśmy kilkadziesiąt tysięcy. Pieniądze bardzo się przydają. Przy Łukaszu w szpitalu w Warszawie cały czuwa albo żona, albo mama Łukasza. Jego dziecko udało nam się wysłać na wakacje, żeby trochę oderwało się od tragedii taty - mówi Tomasz Kloc, prezes Stowarzyszenia.


Nie jest jedyna lokalna inicjatywa na rzecz rannego weterana. Żona i córka starszego kaprala Łukasza Sroczyńskiego odebrały także niedawno bilety lotnicze do Warszawy, by odwiedzić nieprzytomnego męża i ojca w szpitalu. Bilety te ufundował Port Lotniczy w Goleniowie który pomaga rodzinie rannego w Afganistanie żołnierza.

- Mam nadzieję, że mąż wróci do Goleniowa, skąd rok temu wylatywał na misję - powiedział żonie żołnierza inicjator akcji Andrzej Pindor.

- To piękny gest i cieszymy się, że lecimy do męża, córka zobaczy tatę, szybciej będziemy z nim - podkreślała na lotnisku żona kaprala.

- Życzę, byśmy mogli w przyszłości ufundować następne bilety, tym razem dla trzech osób - powiedział Maciej Dziadosz, prezes Portu Lotniczego Szczecin-Goleniów. - Najbardziej zależy nam na tym, żeby razem wrócili.

 

Żródło: radioszczecin.pl


<< Lista aktualności