„I pamiętajcie! Nurkować należy z głową − nie z płetwami! Najważniejsze jest wasze bezpieczeństwo!" − Seba udziela ostatnich instrukcji przed zajęciami. Zebrani w milczeniu słuchają jego rad, niczym instruktażu przed strzelaniem. Za chwilę, w ślad za Gunią i Sebą − instruktorami nurkowania − znikną w niemalże krystalicznie czystej wodzie Jeziora Hańcza. Od paru dni trwa kurs płetwonurkowy zorganizowany przez Stowarzyszenie Rannych i Poszkodowanych w Misjach Poza Granicami Kraju, w którym uczestniczy dziesięciu weteranów. Sześciu z nich odniosło rany podczas służby w Iraku i Afganistanie.

Towarzyszy im pani Ania − psycholog z Centrum Weterana Działań Poza Granicami Państwa. Kurs, jako jedna z form opieki terapeutycznej nad weteranami, współfinansowany jest z dotacji Ministerstwa Obrony Narodowej oraz środków Stowarzyszenia. „Weterani Nurkują” − pod takim hasłem realizowane jest to kolejne z wielu corocznych przedsięwzięć Stowarzyszenia Rannych na rzecz weteranów. Z inicjatywą wyszedł Seba: „Pomyślałem, że skoro jestem instruktorem nurkowania, to dlaczego nie miałbym szkolić rannych kolegów? Zorganizujmy nurka dla chłopaków. Podobne szkolenia odbyły się we wcześniejszych latach przy współpracy Stowarzyszenia Rannych i Gdańskiego Klubu Płetwonurków “Neptun”. Podobnie rzecz ma się z kadrą. Razem ze mną nauczanie praktyczne prowadzi Gunia, a teorii uczy Dziadek. Znają mnie dobrze, a problemy weteranów nie są im obce."

W głosie Sebastiana słychać pewność własnych słów. Przed paroma tygodniami sam dokonał rzeczy niezwykłej − nurkował w najgłębszym jeziorze w Polsce i przepłynął je po dnie (wzdłuż). Mowa tu oczywiście o Jeziorze Hańcza. Sebastianowi kibicowało wiele osób. Jeszcze więcej nie wierzyło w powodzenie akcji pukając się przy tym w czoło. Po wielomiesięcznych przygotowaniach Seba dopiął swego. Relacje z wydarzenia pojawiły się w mediach ogólnokrajowych, a on... układa już scenariusz kolejnego spektakularnego wyczynu. Tymczasem swoim doświadczeniem nurkowym dzieli się z podobnymi sobie weteranami.

W opiece nad grupą, wspierają go Dziadek i Gunia. Dziadek − nazywany tak nie tylko z racji wieku, ale i ogromnego doświadczenia w nurkowaniu. Przygodę z podwodnym światem rozpoczął kilkadziesiąt lat temu. Dziś − kiedy dobija do siedemdziesiątki − nadal nurkuje, jednak nauczanie praktyczne adeptów pozostawia młodym. Za to teorii nikt nie potrafi przekazać w tak przystępnej i ciekawej formule jak on. Zapytany o miejsca na świecie, w których zdarzyło się mu nurkować, wzrusza tylko ramionami. Łatwiej byłoby wyliczyć takie, w których tego nie robił. Na jego temat krąży dowcip jakoby urodził się przed wynalezieniem inkubatora, za to wychowywał w komorze dekompresyjnej. Gunia to drobna i małomówna kobietka o wesołym spojrzeniu. Wskazówek wypowiadanych cichym głosikiem rośli weterani słuchają niczym prawdy objawionej. Wykonują jej polecenia bez wdawanie się w jałowe dyskusje i bez szemrania. Doskonale zdają sobie sprawę z tego kto tu rządzi, a w razie najdrobniejszego problemu pomoże i wyciągnie z opresji.

Gunia jest drugim instruktorem. Podjęła się tego zadania jako wolontariuszka. „Dlaczego? A kto nie skorzystałby z okazji dowodzenia bohaterami? Zresztą... to bardzo weseli i sympatyczni ludzie, a mimo to świadomi ryzyka, jakie niesie ze sobą woda." Weterani dzień rozpoczynają od smacznego, domowego śniadania, które przygotowuje pani Irenka. Żartują, że karmieni są aż za dobrze. Tak dobrze, że co drugi dzień muszą korygować pasy balastowe. Jeśli tego nie zrobią, pojawiają się problemy z zanurzeniem. Po śniadaniu szybka kawa i wykład z teorii u Dziadka. Następnie pakują sprzęt i ruszają na wodę. Nurkowanie trwa do obiadu. Po obiedzie ten sam blok szkoleniowy trwający do kolacji, w czasie której omawiane są wykonane dziś ćwiczenia oraz plan na dzień następny. Ktoś zostaje nagrodzony brawami. Za co? − Pokonał lęki, zrobił coś, z czym miał naprawdę poważny problem. Pomógł instruktor, pomogli koledzy. Pomogła też wiara we własne możliwości.

Lęki bywają różne. Często wynikające z dramatycznych zdarzeń na misji. Ktoś dusił się w Rosomaku płonącym po tym, jak najechał na minę pułapkę − od tamtego czasu najmniejsze trudności z oddychaniem wyzwalały w nim potworną panikę. Wyzwalały − czas miniony. Ćwiczenia oddechowe są jedną z metod pomagających przy opanowaniu paniki. Takie spokojne oddychanie wymagane jest podczas nurkowania. Dzięki temu weterani mogą poczuć się zrelaksowani oraz wyciszeni, a samo nurkowanie stopniowo przywraca równowagę emocjonalną. „Kiedy miewam podły dzień − otwieram barek, ale wiesz co? To jest dużo lepsze! Właśnie czegoś takiego mi brakowało." − mówi jeden z uczestników. − „Nie dopytuję o szczegóły. Kiedyś miałem podobnie.” Dziesięciodniowe szkolenie zakończone zostanie egzaminem. Wszyscy, którzy zaliczą go pozytywnie, otrzymają stosowne certyfikaty.

Tekst i zdjęcia: http://centrum-weterana.mon.gov.pl/pl/1_373.html

<< Lista aktualności