Odpowiedziałem że z przyjemnością tylko kiedy się to odbędzie i do kiedy mam podjąć decyzję. Usłyszałem, że – do końca rozmowy a wyjazd jest w ten piątek… Jeden dzień miałem na to aby stawić się w konsulacie USA ( środę ). Wizę otrzymałem bez żadnych problemów . Pan Konsul był dla mnie bardzo miły i powiedział, że polscy weterani u nas są mile widziani. Wielkie zdziwienie mnie ogarnęło kiedy dowiedziałem się że w podróż wybieram się sam. Nie przeraził mnie dystans podróży lecz waga. Poczułem na sobie ciężar tego co mnie spotka. Nie tylko uroczystości ale dręczyło mnie pytanie – dlaczego ja? Zdałem sobie sprawę że po powrocie znając nasze „polskie piekiełko” stanę się obiektem drwin i zazdrości. I tak w piątek o 6.25 już siedziałem w samolocie. Dwudziestopięciogodzinna podróż była męczarnią i wciąż tkwiące odłamki dały mi za swoje, ale po wylądowaniu w Phoenix poczułem ogromna ulgę. Marcin odebrał mnie osobiście. Przed przyjazdem do hotelu zaprosił mnie na kolację. Marcin mnie bardzo miło zaskoczył. Jest osobą niezmiernie sympatyczną , serdeczną a przy tym wrażliwą. Jest wzorem sportowca a także ma złote serce .

I choć każdy sobie zdaje sprawę ile zarabiają czołowi koszykarze NBA to Marcin się z tym nie obnosi a jednocześnie nie ukrywa. Ministerstwo Obrony Narodowej opłaciło mi hotel znajdujący się sto metrów od domu Marcina . Nazajutrz po śniadaniu udałem się z Marcinem na trening do US Airways Center gdzie znajdują się hale i boiska Phoenix Suns. Poznałem tam kolegów z teamu Marcina i zwiedziłem cały obiekt. Na miejscu spotkałem polską delegację trenerów koszykówki którzy byli na praktykach u Marcina. Po obiedzie przebrałem się w mundur i pojechaliśmy na mecz. Przyznam szczerze że choć czułem się dumny nosząc polski mundur w USA to czułem jednocześnie piętno spojrzeń tysięcy widzów. Wszelkie obawy jednak zniknęły po tym jak starsza pani podeszła do mnie ze słowami i uściskiem – Thank you for your service son. Od tej pory nie mogłem się opędzić od widzów zarówno polskich jak i amerykańskich. Odczułem wielką serdeczność i ciepło choć byłem tysiące kilometrów od domu.

Udzieliłem również wywiadu telewizji polskiej i amerykańskiej. Nakreśliłem temat polskich weteranów i rannych w misjach poza granicami kraju także omówiłem działalność naszego stowarzyszenia. Mecz skończył się dobrze po północy. W niedzielę od godziny jedenastej przebywałem w parafii Matki Boskiej Częstochowskiej w Phoenix gdzie po mszy spotkałem się z Polonią . Przedstawiłem im naszą działalność jak również omówiłem trud i poświęcenia Polskiego Żołnierza , który przecież ramie w ramię z amerykańskim stawia czoła niebezpieczeństwu każdego dnia. Po rozmowach z Polakami w Phoenix otrzymałem propozycje wytypowania dzieci poległych i rannych żołnierzy na kolonię która będzie zorganizowana przy parafii w Phoenix. Fundacja Marcina Gortata zasponsorowała by przelot polskich dzieci a Polonia kwaterunek i opiekę na miejscu. Jednocześnie otrzymałem pieniądze ( przed którymi nie mogłem się obronić ) które przelałem na konto Stowarzyszenia. Otrzymałem również koszulki i piłkę z podpisami czołowych zawodników NBA takich jak Steve Nash i Marcin które zostaną poddane aukcji na rzecz rannych żołnierzy. Wieczorem znowu spotkałem się z Marcinem i przy piwku na kolacji opowiedziałem mu wiele historii których był bardzo ciekaw . Nie wszystkim wiadomo że nasz najlepszy koszykarz jest militarystą. Posiada wiele sztuk broni palnej , gra w paintball i lubi odzież militarną. Powiedział mi : Przemek gdybym nie został koszykarzem na pewno został bym żołnierzem. Mam nadzieję że to początek i za rok MON wyśle was tu dużo więcej… W poniedziałek rano siedziałem już w samolocie do Polski.

Na koniec mojej relacji chciałbym podziękować z całego serca Marcinowi Gortatowi jego menadżerom Kubie Kopciowi i Michałowi Micielskiemu którzy opiekowali się mną na miejscu i dzięki którym nasza współpraca będzie się rozwijać. Pragnę także serdecznie podziękować Panu Arturowi Weberowi i Pani Dagmarze Jarosławskiej z DPI jak również mojemu dowódcy Panu Generałowi Andrzejowi Przekwasowi który wyraził zgodę na moją wizytę w USA."

tekst i zdjęcia: Przemysław Wójtowicz

<< Lista aktualności